Witamy na stronie
wmalborku.republika.pl
Strona główna
Zakon krzyżacki
Zamek w Malborku
O stronie
 
 


e wtorek, 15 lipca 1410 roku, w dzień Święta Rozesłania Apostołów, doszło w pobliżu wsi Stębark (niem. Tannenberg) do konfrontacji armii wystawionych przez Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny z wojskami reprezentowanymi przez unię polsko - litewską. Ta największa w dziejach średniowiecznej Polski bitwa była momentem kulminacyjnym w tzw. wielkiej wojnie z zakonem i przeszła do historii jako bitwa pod Grunwaldem.

Rok wcześniej wybuchła oficjalna wojna z Krzyżakami, która zakończyła ustanowiony ponad pół wieku wcześniej pokój w Kaliszu (1343 r.). Za pretekst posłużyło odbicie przez Litwinów z rąk zakonu sąsiedniej Żmudzi i wydanie w związku z tym faktem oświadczenia Polaków, że wspomogą Litwinów, gdyby Krzyżacy spróbowali odwetu.

sierpnia wielki mistrz zakonu, Ulrich von Jungingen, wysłał królowi polskiemu Władysławowi Jagielle akt wypowiedzenia wojny i w 10 dni później, na czele jednej z dwóch grup wojsk zakonnych, wkroczył na obszar Królestwa Polskiego tradycyjnie paląc, grabiąc i pustosząc. Przeszedł jak huragan przez Kujawy, ziemię dobrzyńską i część Mazowsza zdobywając po drodze liczne grody. Trzeba przyznać, że udało mu się Polaków zaskoczyć, albowiem ci, nieprzygotowani na tak niespodziewany atak, zdołali zgromadzić się dopiero z końcem września odbijając jedynie Bydgoszcz. Jagiełło postanowił więc zawrzeć rozejm zobowiązujący zwaśnione strony do zaprzestania działań militarnych do dnia 24 czerwca następnego roku. Kwestie sporne - głównie przynależność Żmudzi opuszczonej w wyniku powstania przez Krzyżaków - oddano pod osąd króla Czech, Wacława IV Luksemburskiego.

Ogłoszony 15 lutego 1410 r. werdykt króla Wacława potwierdzał nadania cesarzy i papieży na rzecz zakonu, co w konsekwencji oznaczało powrót Krzyżaków na Żmudź. Od wycofania się Litwinów ze Żmudzi uzależniony był zwrot Polsce ziemi dobrzyńskiej. A takie rozwiązanie nie podobało się oczywiście żadnej ze stron, które zaczęły zbroić się po zęby, by rozwiązać konflikt w najstarszy sposób świata. Oprócz masowych zbrojeń zaczęto również zawierać cenne sojusze polityczne.

Filmotekę związaną z bitwą pod Grunwaldem obejrzeć można tutaj.

 

 

rzyżacka strategia wojenna zakładała wzięcie Polski w kleszcze poprzez związanie się układami sojuszniczymi z królem Czech, jego bratem - królem Węgier, Zygmuntem, oraz książętami pomorskimi i śląskimi. W zamian za pomoc Krzyżacy obiecywali im nowe, zdobyte na wrogach terytoria. Krzyżacy zadbali też o odpowiednią, znaną dla ich wypraw oprawę „świętej wojny”, opowiadając zachodniemu rycerstwu jak pogańskimi krajami są Polska i Litwa oraz że każdy, kto opowie się przeciw nim, weźmie udział w zbawiennej, podniosłej krucjacie.

Książę litewski Witold oraz król Władysław Jagiełło również posłali w świat swych heroldów starając się odmienić kłamliwy krzyżacki wizerunek Polski i Litwy na zachodnich dworach. Ich największym sukcesem było uzyskanie poparcia ze strony papieża Aleksandra V, który jako franciszkanin pełnił niegdyś misję na Litwie i orientował się w tamtejszej sytuacji.

Polacy i Litwinie rozpoczęli zbrojenia i zbiór żywności, powołano pospolite ruszenie, werbowano zaciężnych. Zgodnie z ustaleniami z 1409 r. na naradzie w Brześciu nad Bugiem miejscem koncentracji wojsk stało się graniczne Mazowsze, skąd Polacy chcieli porwać się na sam Malbork, stolicę zakonnego państwa (więcej o krzyżackiej stolicy w dziale Zamek w Malborku).

Ale Krzyżacy popełnili swój pierwszy błąd dając się zmylić działaniom zaczepnym prowadzonym przez  Polaków z Kujaw i przez Litwinów od północnego - wschodu. Pewni, że Jagiełło z Witoldem zaatakują z dwóch stron naraz, podzielili swą armię na dwa korpusy. Spodziewając się ataku Polaków na Pomorze Gdańskie Ulrich von Jungingen rozłożył swój obóz niedaleko łatwej do obrony przeprawy w Świeciu nad Wisłą, sam zaś ze starszyzną zakonną i znamienitymi gośćmi z Europy udał się do zamku w Toruniu.

4 września wygasł rozejm i Polacy z Brześcia Kujawskiego oraz Inowrocławia spalili kilka wsi krzyżackich wokół Torunia. W ten sam wieczór od północy na tereny Krzyżaków wpadły oddziały Witolda, które spustoszyły ich ziemie aż do Kłapejdy. Tym razem role się odwróciły i to von Jungingen musiał poprosić o przedłużenie rozejmu do 4 lipca. Jagiełło przystał na to, gdyż nie odbyło się jeszcze zgrupowanie wojsk polskich z litewsko - ruskimi.

30 czerwca w pobliżu Czerwińska wojska królewskie z oddziałami zaciężnych przeprawiły się po spoczywającym na łodziach drewnianym moście na drugi brzeg Wisły, gdzie czekały już na nich oddziały mazowieckie i prowadzeni przez Witolda Litwini. Przeprawa trwała trzy dni. W końcu połączona armia licząca kilka tysięcy ludzi wyruszyła na północ w stronę granicy państwa zakonu.


 

lipca, z chwilą przekroczenia granicy, rozwinięto chorągwie: królewską polską, książęcą litewską, mazowiecką i z innych ziem, po czym odśpiewano „Bogurodzicę”.

10 lipca Jagiełło pierwszy raz spotkał się z armią wroga pod strzegącym brodu na Drwęcy zamkiem w Kurzętniku. Krzyżacy, jeszcze przed przybyciem Polaków, ufortyfikowali przeprawę wałami ziemnymi i drewnianą palisadą, na wałach ustawili zaś artylerię. Ale Jagiełło ominął tą przeszkodę obchodząc Drwęcę od wschodu. Był to sprytny manewr zmuszający Krzyżaków do porzucenia wygodnych im pozycji i przyjęcia bitwy w otwartym polu, zgodnie z planami z Brześcia.

a swej trasie Jagiełło mógł obejrzeć zdobyte bez walki Działdowo, a następnie (wieczorem 13 lipca) silnie ufortyfikowane miasto Dąbrówno, które musiał zdobyć chcąc kontynuować pochód na północ. Oszczędził w tej walce rycerstwo zostawiając je na przyszłość. Wojskową robotę załatwiło zań pospolite ruszenie zdobywając twierdzę po zaledwie kilku godzinach. Było to dość połowiczne zwycięstwo, bo choć obrońcy przegrali, miasto w ferworze walki... zostało podpalone. Szalejący ogień nie tylko powiadomił przysiadujące nieopodal wojska Krzyżaków, ale także uniemożliwił przez wiele godzin przejście przez miasto. Jagiełło po naradzie z dowódcami znów musiał nadłożyć kilkanaście kilometrów i skierować się polami i traktem pod Mielno. Padający 14 lipca deszcz odświeżył żołnierzy, a w dalszą drogę ruszono nad ranem 15 lipca. Po kilku godzinach marszu oddziały polskie znalazły się niedaleko położonej nad jeziorem Łubień wsi Ulnowo. W tym też miejscu rozbito obóz dla wojska, a na górującym nad jeziorem wzgórzu ustawiono namiot kapliczny.

Krzyżacy, udający się w stronę Dąbrówna, gdzie zamierzali zastać Jagiełłę, byli niezwykle zaskoczeni widokiem wojsk polsko - litewskich koło Ulnowa. W chwili niezmierzonego spotkania wrogie armie zdążały w przeciwnych, równoległych kierunkach około 6 km od siebie! Pomimo tego ani Jagiełło, ani Ulrich von Jungingen nie zdecydowali się stoczyć w tym miejscu bitwy. Na rozkaz króla marszałek Zbigniew z Brzezia z kilkoma chorągwiami wyparł krzyżackich zwiadowców z zagajnika między obydwoma armiami dając oddziałom sojuszniczym możliwość przejścia przez Ulnowo i przygotowania się do bitwy. Krzyżacy natomiast rozpoczęli formowanie szyków na linii Stębark - Łodwigowo, sytuując obóz wraz z taborami na płaskim wzniesieniu drogi ze Stębarku do Grunwaldu. Zająwszy pozycje na wyższym brzegu strumienia Krzyżacy zyskali strategiczny atut dający im taktyczną przewagę. Atakujący rycerze zakonni nabierali szybkości zjeżdżając po pochyłości, natomiast Polacy i Litwini musieli atakować pod górę. W pierwszej linii, w odstępach między chorągwiami zakonu, naprędce ustawiono działa. Jednakże wbrew powszechnie przyjętemu poglądowi z braku czasu nie przeprowadzono prac ziemnych na większą skalę. Słynnych wilczych dołów także nie kopano i zajęte przez wojska zakonne pozycje nie były ufortyfikowane.

o przeprawie na drugi brzeg jeziora armia Jagiełły dotarła do zagajnika, gdzie sformowano szyki i przygotowywano się do bitwy. Stojący w odległości strzału z łuku (czyli ok. 200-300 m) po drugiej stronie dolinki Krzyżacy spodziewali się natychmiastowego rozpoczęcia walki, a ku ich ponownemu zaskoczeniu Jagiełło zwlekał z rozpoczęciem bitwy. Polski król wziął udział w dwóch nabożeństwach po których pasował dużą ilość rycerzy. Krzyżacy, uzbrojeni po zęby i zakuci w błyszczące i jednocześnie niezwykle ciężkie, mało przewiewne zbroje, w ostrym lipcowym słońcu szybko tracili siły i cierpliwość. W końcu rozeźlony wielki mistrz wysłał do Jagiełły dwóch heroldów, którzy w jego i wielkiego marszałka imieniu przekazali Jagielle i Witoldowi dwa miecze wraz z wezwaniem do rozpoczęcia bitwy. O ile obyczaj wręczania miecza stanowił w Średniowieczu dość powszechną praktykę, to skierowane pod adresem Jagiełły zarzuty o tchórzliwym ukrywaniu wojsk w lesie świadczyły o miłej Krzyżakom arogancji. Jagiełło  z honorem przyjął ich zniewagę i ofiarowaną broń, oświadczając, że choć mieczy mają wiele, to i te przyjmuje „w imię Boga (...) dla uzyskania większej pomocy, opieki i obrony w swej słusznej sprawie”. Pomimo jawnej prowokacji i obietnicy wycofania się z rejonu Doliny Wielkiego Strumienia luźnych grup krzyżackich harcowników, Jagiełło nadal zwlekał z rozkazami, oczekują na ostateczne ustawienie wszystkich chorągwi. Ustanowił natomiast, aby każdy ze sprzymierzonych nałożył na zbroję słomiane powrósło, które miało ułatwić rozpoznanie w czasie bitwy.


rzed południem armia sojusznicza gotowa była wreszcie do walki. Na prawym skrzydle stanęły dowodzone przez Witolda oddziały litewskie. Ich lewy bok, bliższy środka całej armii, stanowiły trzy chorągwie smoleńskie sąsiadujące z prawym bokiem wojsk koronnych tj. zaciężną czesko - morawską chorągwią św. Jerzego i chorągwią „gończą” przynależną do przedniej straży. Co ciekawe, po stronie krzyżackiej także znajdowała się chorągiew św. Jerzego, toteż aby w czasie boju rozpoznać swoich barwy na chorągwi sprzymierzonych zmieniono miejscami (zamiast czerwonego krzyża na białym polu - biały krzyż na polu czerwonym). Środek armii stanowiły ziemskie chorągwie Małopolski oraz Rusi, wśród których znalazła się wielka chorągiew krakowska z białym orłem w koronie na czerwonym polu. Lewe skrzydło wojsk Jagiełły tworzyło rycerstwo wielkopolskie wspomagane przez dwie dodatkowe chorągwie zaciężne. Sam Władysław Jagiełło nie stanął zgodnie z obyczajem pośród gotowych do walki rycerzy, lecz by skutecznie kierować walką, pod ochroną nielicznej i wyselekcjonowanej grupy, zajął dogodną do prowadzenia obserwacji pozycję na szczycie wzniesienia w pobliżu miejsca, gdzie stykały się wojska koronne z litewskimi.

Front wojsk zakonnych rozciągał się na podobną długość 3 km i posiadał zbliżoną głębokość formacji - od 2 do 3 km. Ulrich von Jungingen w przeciwieństwie do króla Jagiełły stanął pośród swoich rycerzy w gotowości do wzięcia udziału w bitwie. Pośrodku przyszłego pola bitwy rosło sześć dębów, które na czas walki zostały wykorzystane przez gapiów jako wyjątkowa w tej sytuacji trybuna. Sygnałem do rozpoczęcia bitwy stało się odśpiewanie przez wojsko koronne „Bogurodzicy”.

ierwsze uderzyły na wojsko zakonne zgrupowane na prawym skrzydle oddziały litewskie wsparte przez chorągiew św. Jerzego i chorągiew „gończą”, reprezentujące przednią straż wojsk królewskich. Następnie zaatakowały tworzące drugie skrzydło armii polskiej oddziały wielkopolskie i zaciężni.

Dwukrotna salwa z bombard przerzedziła kontruderzenie krzyżackie, które nie sprostało jednak impetowi natarcia jazdy litewskiej i zostało odrzucone o kilkaset metrów od miejsca rozlokowania dział. Po godzinie toczącej się na przestrzeni kilku kilometrów walki dowodzone przez księcia Witolda chorągwie zaczęły ustępować pod naporem oddziałów zakonnych. Próba powstrzymania odwrotu, którą Witold podjął osobiście, nie powiodła się w wystarczającym stopniu i coraz większa liczba walczących ratowała się ucieczką z pola bitwy. Wśród uciekających znalazła się niemal cała chorągiew św. Jerzego, którą po drugiej stronie jeziora Łubień zatrzymał dopiero biskup Mikołaj Trąba. Przemawiając do dezerterów nakłonił ich do powrotu do bitwy w najodpowiedniejszym jak się okazało momencie.

a widok rozsypki prawego skrzydła wojsk Jagiełły część rycerzy w służbie zakonu, przekonana o rychłym zwycięstwie, porzuciła szyk i ruszyła w pościg za uciekinierami. Groźba zaatakowania wojsk królewskich została zażegnana po części przez Litwinów, nie wszystkie bowiem ich chorągwie uległy panice. Nadal walczyły m. in. trzy chorągwie smoleńskie, dowodzone przez rodzonego brata króla, kniazia Semena - Lingwena Olgierdowicza. Bohaterscy smoleńszczanie utrzymali zajmowane przez siebie pozycje do czasu, aż nadeszły posiłki z wielką chorągwią krakowską na czele, co przepłacili śmiercią niemal połowy wojowników! Tymczasem poza właściwym polem zmagań energicznie działający książę Witold dokonał przegrupowania litewskich uciekinierów i ponownie włączył się z nimi do bitwy na prawym skrzydle odzyskując utracony uprzednio teren i zadając zaskoczonym takim rozwojem wypadków Krzyżakom dotkliwe straty.

W tej fazie bitwy bez wątpienia obaj głównodowodzący położyli szczególny nacisk na zyskanie definitywnej przewagi w tej części pola, gdzie pojawiły się chorągwie litewskie. Stąd w wyniku kolejnej szarży oddziałów prowadzonych przez samego wielkiego mistrza zakonu nastąpiło bezpośrednie spotkanie Krzyżaków z walczącymi w tym miejscu rycerzami chorągwi krakowskiej. W powstałym zamęcie na ziemię upadł wraz z koniem chorąży krakowski Marcin z Wrocimowic. Z pola widzenia walczących znikła chorągiew Królestwa Polskiego. Pewni, że teraz Polacy ulegną panice i rzucą się do ucieczki, Krzyżacy odśpiewali swoją z kolei pieśń triumfu - „Crist ist enstanden”. Chwilowe rozprężenie oddziałów zakonu umożliwiło Polakom podniesienie chorągwi, w czym niemałą zasługę miał słynny w całej Europie Zawisza z Grabowa zwany Czarnym, i przejście z nowym zapałem do kontrataku.

o trzech godzinach od rozpoczęcia bitwy szala zwycięstwa zaczęła wyraźnie przechylać na stronę wojsk sojuszniczych. O ile prawe skrzydło armii Jagiełły przeżywało ciężkie chwile, to walczący na lewej flance w okolicach Łodwigowa Wielkopolanie systematycznie wypierali wojska krzyżackie z zajmowanych przez nie pozycji. Tymczasem na lewym skrzydle i w centrum Małopolanie wraz z Litwinami i Rusinami opanowali zagrożenie i stopniowo odzyskiwali inicjatywę spychając Krzyżaków w stronę Grunwaldu.

Wobec tak nieoczekiwanego rozwoju wypadków Ulrich von Jungingen postanowił po raz kolejny przełamać opór prawej flanki wojsk sojuszu i zaskakując uderzeniem od boku na czele kilkunastu chorągwi przesądzić o zwycięstwie wojsk zakonu. Do decydującej szarży włączyła się większość dostojników i gości zakonu wraz z dowodzonymi przez nich oddziałami, które co prawda brały już udział w walce, ale uprzednio wycofane zdołały odpocząć.

rowadząc decydujący najazd szerokim łukiem Krzyżacy nieoczekiwanie znaleźli się w pobliżu niewielkiej grupki polskich rycerzy, spośród których jeden z nich wyróżniał się wspaniałą zbroją. Był to sam Władysław Jagiełło, który podążał za przesuwającą się w stronę obozu krzyżackiego linią frontu. Na szczęście Krzyżacy bardziej koncentrowali się na mającym za chwilę nastąpić uderzeniu i nie rozpoznali Jagiełły! Duża w tym również zasługa królewskiej eskorty, która w porę zwinęła proporzec władcy.

Jeden z Krzyżaków odłączył się do grupy i wyzwał Jagiełłę na pojedynek. 60-letni Jagiełło przyjął wezwanie i stanął do walki z niemieckim gościem zakonu, Dypoldem von Kockritzem, którego zranił kopią w twarz.

Widząc nadciągającą konnicę polskie oddziały z centrum pola walki w pierwszej chwili myślały, że to wracają pozostałe chorągwie litewskie. Szczęśliwie dla nich nieporozumienie wyjaśnił rycerz Dobiesław z Oleśnicy, który wybiegł wraz ze swą chorągwią naprzeciw pędzącym i stawił czoło samemu wielkiemu mistrzowi! Chwilę później zdołała odwrócić się frontem do szarżujących Krzyżaków chorągiew nadworna i krakowska, a następnie pozostała część rycerstwa małopolskiego. Natarcie powstrzymano. Chorągwiom zakonnym nie udało się przebić i wykonać kolejnego najazdu, jak to wcześniej kilkakrotnie czyniły.

tym momencie na unieruchomio-nych, związanych walką wręcz Krzyżaków uderzyły od lewego, odsłoniętego boku pozostające dotąd w odwodzie oddziały koronne. Drogę odwrotu odcięli zakonnym Litwini, których druga grupa zdołała się zreorganizować po ucieczce w lasy w pierwszej fazie bitwy i właśnie przybyła z wsparciem dla walczących od kilku godzin polskich chorągwi. Trzon armii zakonu został szybko okrążony i pokonany. Poległ wielki mistrz von Jungingen, marszałek i wielu dostojników. Pomimo że walki nadal trwały i brała w nich udział co najmniej połowa całej armii zakonu, to wraz ze stratą kadry dowódczej bitwa została definitywnie przez nią przegrana.

"Po bitwie pierwsi z wodzów znakomitych,
Przyszli rzucając pod królewskie nogi,
Pięćdziesiąt jeden chorągwi zdobytych,
Za nimi widok przybliżył się srogi,
Na czarnym wozie powoli wiezione,
Wielkiego Mistrza zwłoki krwią zbroczone"

"Śpiewy historyczne z muzyką i rycinami"
Juliana Ursyna Niemcewicza (1816 r.)

 

 

dobycie pozostawionych w pobliżu Grunwaldu taborów krzyżackich wraz z bogato wyposażonymi namiotami stanowiło ukoronowanie zwycięstwa. Ukryci za prowizorycznymi umocnieniami zdesperowani uciekinierzy nie zamierzali poddać się bez walki. Walka o obóz wobec nierówności sił trwała niezbyt długo, lecz miała wyjątkowo krwawy przebieg. Nie wierząc jeszcze w pełne zwycięstwo i chcąc uniknąć przedwczesnego świętowania, Jagiełło kazał rozbić wszystkie krzyżackie beczki wina.

Tych z walczących po stronie zakonu, którym udało się wyrwać z okrążenia, goniono długo w noc na przestrzeni 30 km. Wielu z nich potonęło podczas ucieczki w nieznanym sobie terenie na mokradłach, wielu doścignięto i wzięto do niewoli. Król Jagiełło osobiście uczestniczył w pogoni za uciekinierami przez kilkanaście kilometrów. Powrócił następnie na pobojowisko, gdzie aż do zmierzchu przyjmował znaczniejszych jeńców. Na nowe miejsce obozowania wojsk polskich wybrano okolice jeziora Mielno.

am też rankiem następnego dnia została odprawiona dziękczynna msza, w której zgodnie z królewskim rozkazem uczestniczyło całe wojsko. Zaopiekowano się rannymi i odszukano zwłoki najdostojniejszych członków zakonu, w tym także ciało wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, które na wozie okrytym purpurą odesłano do Malborka. Pozostałych pochowano w naprędce sporządzonych na miejscu mogiłach. Sześciu pisarzy królewskich przystąpiło do sporządzania spisu jeńców, którzy zgodnie z zwyczajem epoki mogli wykupić się z niewoli. Szlachetnie urodzonych gości i zaciężnych zakonu zobowiązano słowem rycerskim do zjawienia się przed końcem września w Krakowie w celu złożenia odpowiedniego okupu i odesłano z obozu. Nie uwolniono natomiast żadnego z braci - rycerzy.

Sporządzony po bitwie ogólny bilans strat obu stron wyraźnie wypadł na niekorzyść Krzyżaków. Śmierć poniosła prawie połowa armii zakonnej (szacuje się, że Krzyżacy wystawili do walki 21 000 konnych rycerzy i kilka tysięcy piechoty), w tym 203 braci - rycerzy na ogólną liczbę 250 biorących udział w boju. Natomiast po stronie polskiej liczba strat obejmowała zaledwie 12 rycerzy! Żaden z nich nie pełnił przy tym istotnej funkcji dowódczej. Duża liczba poległych stała się udziałem wojsk księcia Witolda, co bezpośrednio wiązało się z początkiem bitwy.

rmia polsko - litewska obozowała na polach Grunwaldu jeszcze dzień nim wyruszyła pod mury Malborka, do którego kondukt żałobny z ciałem Ulricha von Jungingena dotrzeć miał szybciej niż wojska Jagiełły. Historycy do dziś dyskutują nad powodami królewskiej opieszałości. Jedna z legend usprawiedliwiających powolny marsz Jagiełły na krzyżacką stolicę mówi o układzie jaki polski król zawrzeć miał z krukami. Czarne ptaszyska zobowiązały się zaprowadzić króla pod mury Malborka, jeśli ten - po zwycięskim oblężeniu - wyprawi im ucztę. Jednak Jagiełło nie wywiązał się z danego słowa i po przybyciu na miejsce zaczął przepędzać ptaki. Rozeźlone kruki szpiegowały odtąd królewską armię dostarczając zebrane informacje Krzyżakom, co przesądzić miało o klęsce Jagiełły pod murami Malborka.

Udaną obroną krzyżackiej stolicy dowodził, wybrany później wielkim mistrzem a następnie w wyniku zamachu stanu tej funkcji pozbawiony, komtur  Świecia, Henryk von Plauen, który ruszył po bitwie co koń wyskoczy na odsiecz Malborkowi i uprzedził Jagiełłę. Znajdujące się po dziś dzień zielone pola Przedzamcza krzyżackiej stolicy,  na pamiątkę swego obrońcy i budowniczego noszą nazwę Wałów von Plauena.

o ciekawe, najnowsze badania historyków dowodzą, że zwycięstwo w wojnie polsko - litewsko - krzyżackiej było w zasięgu ręki mistrza von Jungingena. Niemieccy przywódcy wiedzieli, że armie polska i litewska mobilizują się na Mazowszu i połączone zaatakują państwo krzyżackie, ale prawdopodobnie nie docenili wagi tych informacji. Sztab Ulricha von Jungingena mógł pogubić się w gąszczu sprzecznych doniesień wywiadowców. W konsekwencji władze do końca nie były pewne, gdzie pójdzie atak – na Pomorze czy Prusy. Dlatego armia krzyżacka cały czas była rozdzielona. Gdy strategia polskiego króla stała się jasna, zaczęto szybko przerzucać siły przez Wisłę, w okolicach Świecia, z Pomorza do Prus. Gdyby bitwa rozegrała się dzień później, posiłki wsparłyby chorągwie Ulricha von Jungingena. Bitwa pod Grunwaldem była więc sukcesem działania szpiegów Jagiełły.

Kres wojnie położył dopiero pokój zawarty w lutym następnego roku, na mocy którego Polska odzyskała ziemię dobrzyńską a Litwa potwierdziła swe prawa do Żmudzi. Największa w dziejach polskiego Średniowiecza bitwa i zarazem ostatnia wielka bitwa kawaleryjska okazała się kluczowa dla militarnej i gospodarczej pozycji Korony Polskiej w tej części Europy...

Humorystyczną wersję bitwy pod Grunwaldem można znaleźć w dziale O stronie.

Pełną bibliografię powyższego artykułu oraz ciekawe linki z nim związane znaleźć można w dziale O stronie.
Kopiowanie zawartości powyższego serwisu bez zgody autorki jest zabronione. Copyright E
jka 2010.

Website templatesBusiness directory UKYellow pages USWebsite design companyWeb design directoryWeb design directory AustraliaWeb design directory CanadaFree fantasy web templates